Data dodania: 2013-09-19
Za chwilę ostatnia odsłona rywalizacji w żużlowej ekstralidze. Walka o trzecie miejsce pomiędzy Włókniarzem Częstochowa a Unią Tarnów ma znaczenie drugorzędne, bo brązowego medalu się nie ceni, zwłaszcza kiedy obie ekipy miały apetyty o wiele większe. Wszystkie światła są skierowane na Zieloną Górę, gdzie dojdzie do starcia gigantów - miejscowego Falubazu z toruńskim Unibaksem.
W Toruniu górą był Unibax, ale zwycięstwo ledwie trzema punktami niczego nie gwarantuje, bo Falubaz po raz kolejny, w pierwszym meczu finału play-off pokazał, że w najtrudniejszych momentach potrafi podnieść się z kolan i walczyć niezwykle dzielnie. W Toruniu po pięciu biegach zielonogórzanie przegrywali już dziesięcioma punktami i zapowiadał się pogrom, zwłaszcza że w szóstym biegu miał jechać lider gospodarzy - Tomasz Gollob. A jednak Falubaz w tak trudnym momencie podjął walkę. Piotr Protasiewicz pokonał Golloba i był to przełomowy moment meczu.
W niedzielnym rewanżu to Unibax jest faworytem większości i fachowców, i kibiców, ale ja jestem przekonany, że wygra Falubaz. Dlaczego? Po prostu jest bardziej ambitny, ma większą wolę walki i lepszych fanów, o charyzmatycznym prezesie nie wspominając. Torunianie wystawiają aż pięć armat: Golloba, Darcy Warda, największego aktualnie brutala ligi Adriana Miedzińskiego, świetnego juniora Pawła Przedpełskiego oraz "zetzetkę", czyli starty czterech liderów za kontuzjowanego Chrisa Holdera. Falubaz ma tych armat tylko cztery - Jarosława Hampela, Piotra Protasiewicza, Andreasa Jonssona i Patryka Dudka, ale coś mi się zdaje, że to armaty większego kalibru niż te Unibaksu. Trzecia linia toruńska, czyli Kamil Brzozowski i jeden z braci Pulczyńskich, nie zdobędzie w Zielonej Górze choćby punktu, za to i Krzysztof Jabłoński, i Kamil Adamczewski są w stanie zdobyć tych punktów po kilka. Jedynie Jonas Davidsson w obecnej formie gwarantuje jedynie dobre wyjście spod taśmy, ale na dystansie zachowuje się jak uczeń żużlowej szkółki i jest to jedyny problem zielonogórzan. Z pewnością walka rozegra się pomiędzy liderami i będzie niezwykle zacięta. Jeśli jednak nie zajdą nieprzewidziane zdarzenia - Miedziński nie przewróci kilku rywali - to Hampel, Protasiewicz i Dudek zdobędą dla Zielonej Góry kolejne złoto.
Nam, gorzowianom pozostaje jedynie smutek, że faza play-off w tym roku nie była dla nas. Pozostaje marzyć, aby w następnym sezonie było lepiej. O ile jednak o przyszłość Falubazu, kierowanego przez Roberta Dowhana, jestem spokojny, tyle o przyszłość Stali będę się martwił, bo z obozu gorzowian dochodzą same niepokojące wieści, wśród których najważniejsza jest ta, że Niels Kristian Iversen zażądał za przyszłoroczny kontrakt tyle, że klub nie będzie w stanie sprostać jego żądaniom.
Zaś w tle ligowego finiszu rozgrywa się komediowy bunt prezesów klubów ekstraligowych, którzy zapowiedzieli bojkot przyszłorocznych rozgrywek, jeśli nie uzyskają większego wpływu na zarządzanie ekstraligową spółką. Bunt jest źle przygotowany, beznadziejny merytorycznie i obliczony na solidarność prezesów, której i tak nie będzie. To bunt marionetek w teatrzyku kukiełek. Może co najwyżej doprowadzić do tego, że zmieni się osoba pociągająca za sznurki. Klubowi prezesi liczą na to, że ktoś za nich będzie zdobywał pieniądze i za nich podejmował mądre decyzje, dotyczące całej ligi, zapominając o tym, że każda reforma będzie skuteczna tylko wtedy, kiedy klubami zaczną rządzić menedżerowie z prawdziwego zdarzenia, czujący wspólny, ligowy interes, a nie ludzie z łapanek, zmieniający się co kilka miesięcy, czego najlepszym, tragicznym przykładem jest Bydgoszcz. A na to się niestety nie zanosi, więc kolejny sezon będzie eliminował z żużlowej elity kolejne ośrodki, i to na wiele lat. Dzisiaj taki los jest udziałem Piły, Rybnika, Lublina, a jutro w niebyt spadną Bydgoszcz, Gniezno, a jest jeszcze niestety kilku kolejnych kandydatów.
Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny
więcej »