Data dodania: 2014-02-21
Po niemal trzech latach wraca spór o żużlowe tłumiki. Polska chce używać własnego sprzętu, Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) go nie akceptuje. Niewykluczone, że za kilka dni Polacy postawią na swoim.
Początki wojny tłumikowej sięgają 2010 r. Wtedy FIM nakazała żużlowcom używania nowych tłumików, które bardziej redukowały hałas, ale - według zawodników - były niebezpieczne, bo prowadziły m.in. do przegrzania silników i obniżenia ich mocy, która ma szczególny wpływ na płynność jazdy.
Wtedy byliśmy przegrani
Czołowi polscy żużlowcy, m.in. Tomasz Gollob i Jarosław Hampel, sprzeciwili się decyzji światowej federacji. Nie mieli jednak dużego poparcia wśród kolegów zza granicy. FIM argumentowała, że żadne testy nie potwierdzają obaw Polaków i nie zmieniła regulaminu. Główna Komisja Sportu Żużlowego po kilku miesiącach sporów przychyliła się do tej decyzji i postanowiła, że na polskich torach używanie starych tłumików będzie zakazane. - W tej sprawie jesteśmy przegrani, spodziewaliśmy się poparcia innych zawodników. Nie możemy nic zrobić. Przecież z tego powodu nie zrezygnuję ze startów w krajowych rozgrywkach - mówił w 2011 r. Jarosław Hampel, wówczas zawodnik Unii Leszno, dziś lider SPAR Falubazu Zielona Góra. - Nowe tłumiki są zagrożeniem dla zawodników w pewnych warunkach. Jeśli tory będą dobrze przygotowane i równe, wówczas sobie poradzimy. Problemy będą na nierównościach.
Światowe "nie" dla tłumika Dębskiego
Przez niemal trzy sezony żużlowcy jakoś radzili sobie z nowymi tłumikami, sporo narzekali, ale protestów nie zwoływali. Tomasz Gollob na własnym blogu kilka dni temu zaznaczył jednak: "jak sobie pomyślę ile szkód wyrządziło wprowadzenie tłumika, to robi mi się przykro".
Rozwiązaniem problemów mógłby być tłumik opracowany przez ostrowskiego sędziego żużlowego Leszka Demskiego. To urządzenie przelotowe (a więc takie, w którym spaliny wydostają się na zewnątrz), ale jednocześnie dużo cichsze niż montowane przed 2011 r. Problem w tym, że tłumik Demskiego nie dostał homologacji FIM, a zatem nie może być używany w motocyklach, na których zawodnicy jeżdżą w imprezach międzynarodowych. Czyli - w praktyce - nigdzie. Według kontrolerów z FIM, polski tłumik nie spełnia norm hałasu. Polskie testy wykazały jednak, że jest inaczej i tłumik pozwala na cichszą pracę motocykla, niż zakładają przepisy. - Nie otrzymaliśmy wyników testów, tylko suchą informację, że homologacja nie została przyznana - mówi w serwisie SportoweFakty.pl Leszek Demski. Federacja nie wytłumaczyła też, dlaczego uznała, że poziom hałasu emitowanego przez maszynę z polskim tłumikiem musi wynosić 112 decybeli, skoro taka norma ma obowiązywać dopiero od 2015 r. W tym roku zaś wystarczy 115 decybeli.
Tomasz Gollob: Ratujmy cały żużel
W walkę o to, by tłumik Demskiego dostał homologację, włączyło się niemal całe polskie środowisko żużlowe. W światowym speedway'u to głos ważny, bo to właśnie w Polsce żużlowcy z całego świata zarabiają najwięcej, a nasza ekstraliga jest najmocniejszą ligą świata i jeżdżą w niej wszystkie gwiazdy tej dyscypliny.
"Tłumik Demskiego uratuje nie tylko polską ligę, ale i cały żużel. Moje zdanie jest takie, że trzeba to urządzenie jak najszybciej wprowadzić na rynek. Żużel będzie dzięki temu bezpieczniejszy i bardziej dynamiczny." - pisze na blogu Tomasz Gollob: "Nie udało mi się przetestować tłumika Leszka Demskiego. Miałem to zrobić w ubiegłym roku, kilka dni po pechowych dla mnie zawodach Grand Prix w Sztokholmie. Były zaplanowane testy, ale ja wylądowałem w szpitalu. Może nie doszłoby do tego, gdyby nie to, że teraz korzystamy z niebezpiecznych tłumików. Teraz pewne jest dla mnie, to że powinniśmy wprowadzić przelotowy tłumik w rozgrywkach ligowych w Polsce. Naprawdę warto. Od razu poczujemy się lepiej. Nie tylko my zawodnicy, ale i kibice. Jazda będzie bardziej energiczna i będzie się działo."
Kapitan Falubazu: Nie czas na zmiany
Niewykluczone, że tłumik Dębskiego zostanie dopuszczony do użytku, ale tylko w Polsce. Główna Komisja Sportu Żużlowego zapowiada, że decyzję w tej sprawie podejmie do końca lutego. Ewentualne dopuszczenie przez GKSŻ nowego sprzętu byłoby bezprecedensowym buntem polskiej federacji wobec decyzji FIM.
Nie wszyscy jednak zawodnicy są skłonni poprzeć pomysł, by u progu nowego sezonu dokonać tak radykalnych zmian. Jednym z nich jest kapitan SPAR Falubazu Zielona Góra Piotr Protasiewicz. - Chciałbym zaznaczyć, że absolutnie nie jestem przeciwnikiem polskiego tłumika. Jest on pewnie dobry i jako polski produkt należy promować. Jednak musimy wziąć pod uwagę to, że mamy dwa miesiące do sezonu - mówił "Protas" za pośrednictwem swojego serwisu pepe.pentel.pl. - Moim zdaniem nie jest to najlepszy czas na wprowadzanie takich zmian. Przypomnijmy sobie jak długo szukaliśmy ustawień do ostatnio wprowadzonych tłumików. Problemy z nimi, z ich przegrzewaniem czy żywotnością silników były spowodowane wyłącznie starymi ustawieniami. Jeśli się je zmieniło to wszystko był w porządku. Potwierdzą to zarówno moi mechanicy jak i inni zawodnicy. Wprowadzenie teraz polskiego tłumika spowoduje niepotrzebne zamieszanie. W zawodach zagranicznych i tak będziemy startować na dotychczasowych tłumikach. Co mielibyśmy zatem zrobić z zakupionym już sprzętem i wprowadzonymi ustawieniami? Wszystko musielibyśmy zmieniać, a to dla nas dodatkowe koszty i strata poświęconego do tej pory czasu. Jestem zwolennikiem polskiego tłumiku, jednak nie teraz. Można o tym rozmawiać w perspektywie sezonu 2015 czy 2016. Wtedy będzie więcej czasu na testy.
więcej »